sobota, 25 stycznia 2014

Chapter two.

Dwa dni temu dostałam odpowiedź, że dzisiaj o 16.30 przyjedzie o mnie jeden z ochroniarzy zespołu. Wstałam dość wcześnie, by móc być całkowicie przygotowaną na dzisiejszy dzień. O 8 rano zjadłam śniadanie i poszłam pod prysznic. Zwykle wyprostowane włosy postanowiłam skręcić na końcach, oczy lekko umalowałam jasnym cieniem, zrobiłam kreskę i mocno wytuszowałam, bo taki ruch podkreśla oczy, które są chyba moim najlepszym atutem. Z szafy wyciągnęłam skórzane spodnie i czarną koszule w krzyże.
-Mamo, jakie mam założyć buty?
-Kochanie nie wiem, wszystko zależy od tego co będziecie robić.
-W takim razie założę brązowe botki.
-Wyglądasz bardzo ładnie. Powiedz mi tylko o której będziesz z powrotem?
-Nie wiem. Napiszę Ci sms'a jak będę wiedziała, ale przecież znasz Niall'a więc nie musisz się martwić.
-Znałam go jak był dzieckiem, teraz jest dorosłym mężczyzną kochanie.
-Nic mi się nie stanie.
Gdy tylko usłyszałam dzwonek do drzwi pobiegłam otworzyć. Przed drewnianą powłoką stał ubrany w garnitur umięśniony mężczyzna.
-Witam, Pani Victoria?
-Tak, to ja. Założę tylko buty i możemy iść.
Kątem oka zobaczyłam zdezorientowaną minę mojej rodzicielki. Po założeniu butów złapałam torebkę i kurtkę i wyszłam gotowa na spotkanie. 

Ochroniarz otworzył mi tylne drzwi do elekanckiego czarnego BMW. Przez całą drogę nie odezwał się do mnie ani słowem, taka widocznie była jego praca, chyba, że to świadczyło o jego osobie.
-Jesteśmy już na miejscu.
Zatrzymaliśmy się przed dużą willą. Wiedziałam, że należy ona do mojego byłego sąsiada. Przestrzeń, piękno, elegancja i nowoczesność ukazały mi się gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania.
-Niall! Chodź tu natychmiast.
-Nie gorączkuj się Bobi. Zaraz będę.
"Bobi" to chyba zdrobnienie od Bob'a, w każdym razie, zajęłam się rozsznurowywaniem butów, gdy czekaliśmy na Niall'a.
-Cześć. - gdy usłyszałam jego głos, od razu się wyprostowałam i spojrzałam mu prosto w oczy - Jestem Niall, a Ty?
Po chwili dopiero byłam w stanie wypowiedzieć swoję "nowe imię" -Victoria.
Tak przedstawiłam się w liście.
-Bob, możesz już zająć się swoimi sprawami.
Gdy ochroniarz wyszedł Niall zaczął kierować się do jakiegoś pokoju. -zapraszam - po chwili ujrzałam ładnie umeblowany salon.
Gdy usiedliśmy na sofie mogłam dostrzec na jednej ze ścian pełno zdjęć. Nie byłam pewna ale jedno chyba ukazywało nas jak się przytulamy. - Przypominasz mi kogoś - głos chłopaka wyrwał mnię z zamyślenia - tylko nie mogę przypomnieć sobie kogo. Opowiedz mi coś o sobie.
-Dwa miesiące temu dowiedziałam się,że mam białaczkę - ale ty jesteś kłamcą Fran. Mówił do mnie mój wewnętrzny głos.
-Proponuję porozmawiać o czymś przyjemniejszym. Czym się interesujesz i co chcesz dzisiaj ze mną robić?
-Zanim dowiedziałam się, że jestem chora, chodziłam do szkoły tanecznej, ale także na zajęcia plastyczne. To jest moją pasją. Teraz jedyne czym się zajmuje to pisanie.
-Victoria, co powiesz na wesołe miasteczko?
-Ostatni raz byłam tam gdy miałam 10 lat.
-Oj ja też dawno nie byłem. Ale najpierw pójdziemy na London Eye. Ok? mimo, że od 3lat mieszkam w Londynie nigdy na nim nie byłem.
-To teraz ja Cię przebiję. Mieszkam tutaj od 8 lat i też nigdy nie byłam.
-O nie to musimy to nadrobić.

Wchodziliśmy do różnych atrakcji które były dostępne.
-Victoria chodź na tą kolejkę! Musimy ją zaliczyć. Ona jest najlepsza ze wszystkich! - błagał mnie podekscytowany chłopak.
-Niall ja się boję, mam lęk wysokości.
-Będę obok Ciebie, są barierki. Nie masz się czego bać.
Tak dobrze było mi przy blondynie, czułam się jak za starych dobrych czasów. Ale bardzo bolało mnie to, że jednam mnie nie rozpoznał. Gdy zrobił słodkie oczka i jeszcze chwilę przed wejściem na największą kolejkę jaką kiedykolwiek widziałam wygrał dla mnie wiekiego misia na strzelnicy zgodziłam się.
Gdy wjeżdżaliśmy na górę ja już piszczałam ze strachu, gdy tylko zobaczyłam na jakiej jesteśmy wysokości zaczęłam błagać chłopaka aby zabrał mnie stamtąd. Gdy zobaczył na moich policzkach łzy, które spowodowane były strachem przytulił mnie do siebie mocno i szeptał, że zaraz się to skończy. Cicho łkałam trzymając swoją głowę na jego torsie. Jestem pewna, że jego biała koszulka już jest czarna od tuszu.
-Victoria, już jesteśmy na dole. Koniec. Chodź teraz na gorącą czekoladę i odwiozę Cię do domu, bo już po 23.
Gdy tylko znaleźliśmy się w aucie napisałam mamie sms'a

Gdy popijaliśmy w samochodzie czekoladę Niall poprosił mnie o numer telefonu, bez żadnego sprzeciwu podałam mu go, po czym odwiózł mnie do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz